wtorek, 25 czerwca 2013

Misun - Summer Bootlegs (Mixed by Cousin Cole & Nacey)

chillsoundsgoodmusic
Zespół Misun ma wiele twarzy. Gdy ich poznawałem, pisząc pierwszego posta na chillsoundzie, grupa tworzyła indie rockowe utwory w stylu filmów Quentina Tarantino. Zakochany w tych trackach zdziwiłem się, gdy band wykonał zwrot o 180 stopni, kierując się w stronę delikatnego, pogodnego electro popu, takiego jak w utworach "Promise Me" i "Sun Made". Coraz bardziej zafascynowany Misun, ciekaw byłem jaką drogę zespół obierze na swoim debiutanckim longplay'u. Na tę odpowiedź niestety będę musiał jeszcze poczekać, mogę natomiast stwierdzić co innego - Misun nie zawodzi. Nawet jeżeli chodzi tylko i wyłącznie o mixy ich wcześniejszych dokonań.

Producent i klawiszowiec grupy - Nacey - wraz z nowojorskim DJ-em i producentem ukrywającym się pod ksywką Cousin Cole wzięli "na tapetę" dotychczasowe nagrania Misun i utworzyli z nich płytę, na której znajdziemy 10 miksów. Niektóre z nich mają jedynie delikatnie zmienioną warstwę muzyczną, tak jak "Battlefields", w którym na pierwszy plan nadal wysuwa się charakterystyczny gitarowy hook, inne, tak jak "Darkroom" w klimatach reggae, to właściwie okazja do zapoznania się z danym utworem na nowo. Najważniejsze jest jedno - każdy z tracków jest wyśmienity, dzięki czemu Misun po raz kolejny udowadnia swoją bardzo wysoką i mocną pozycję w grupie moich ulubionych wykonawców. 

"Summer Bootlegs" to idealny prezent od Misun na nadchodzące wakacje. W utworach czuć specyficzny, "letni" klimat. Dlaczego prezent? Ano dlatego, że jak zwykle w przypadku tej grupy, całą płytkę możecie pobrać za darmo. Płyta mogłaby być bez problemów wydana jako samodzielny album, na ten pewnie jednak przyjdzie nam poczekać. Moi faworyci? "Met You", które brzmi jak ballada z lat '50-'60, wspomniane już "Darkroom" i... mniejsza o to, to pewnie zależne od nastroju, jutro wskazałbym inne utwory, bo "Summer Bootlegs" powinno brzmieć w głośnikach jako całość. Krótko mówiąc - chillsoundsgoodmusic poleca. 

"Met You (Cousin Cole & Nacey Edit)"



"Darkroom (Cousin Cole & Nacey Edit)"



"My Time (Cousin Cole & Nacey Edit)"



Całą płytkę znajdziecie tu, natomiast linki, zarówno do stron związanych z Cousin Cole'm, jak i Misun podrzucam poniżej:
Misun - facebook
Nacey - facebook
Nacey - twitter
Cousin Cole - facebook
Cousin Cole - twitter

środa, 19 czerwca 2013

(O)Polskie festiwale

chillsoundsgoodmusic
Tym razem wpis będzie trochę inny niż to, do czego Was na chillsoundzie przyzwyczaiłem. Stwierdziłem jednak, że od czasu do czasu powinienem również wylać tu swe żale i podzielić się z Wami różnymi opiniami na okołomuzyczne tematy, a odrobina publicystyki zawsze się przyda.

Jesteśmy świeżo po dwóch, dość ważnych dla polskiej kultury muzycznej festiwalach - mowa o sopockich TOPtrendach i zdecydowanie mi bliższym, bo odbywającym się w Opolu, Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej. Jako, że w Opolu żyję i studiuję, skupię się przede wszystkim na tym drugim. Od dawna wiadome było, że tegoroczna edycja będzie wydarzeniem ważnym - festiwal obchodził w końcu swój jubileusz - w tym roku odbył się po raz 50. Z tej okazji powróciła trzydniowa formuła festiwalu, a spora jego część poświęcona była wspominkom z dawnych lat i gwiazdom, które m.in. właśnie opolski festiwal wypromował.

Nie mogę przyczepić się do trzeciego dnia festiwalu, podczas którego odbyła się gala jubileuszowa. Koncert ten był dokładnie taki, jaki miał być - na scenie wystąpiły prawdziwe ikony polskiej muzyki, takie jak Irena Santor, Krystyna Prońko, Alicja Majewska, Stan Borys czy Małgorzata Ostrowska. I choć wepchnięcie pomiędzy takie osobowości zespołu Feel uważam za lekki zgrzyt, całość oceniam zdecydowanie na plus.

Człowiek jednak z natury czepiać się lubi, dlatego zdecydowanie więcej miejsca poświęcę na koncert otwierający festiwal, czyli SuperPremiery. Na pierwszy ogień poszła znana z biograficznego serialu o Annie German Joanna Moro, która w widowiskowy wręcz sposób okaleczyła piosenkę legendy, w którą się wcielała. Moro niemiłosiernie fałszując, wykonała utwór "Człowieczy los". Wyśpiewała go tak źle, że sama wiedząc, iż coś poszło nie tak, przeprosiła zebraną w amfiteatrze i przed telewizorami publiczność. Ciężko jednak wymagać od aktorki idealnego występu wokalnego, na karę ciężkiej chłosty skazałbym natomiast osobę odpowiedzialną za pomysł, że festiwal otwierać będzie osoba, która nie dość, że nie ma zawodowego doświadczenia muzycznego, to jeszcze w zasadzie na scenie muzycznej debiutuje. No ale cóż, pierwsza porażka zaliczona, oglądamy dalej.

W koncercie SuperPremier udział wzięło dziesięcioro uczestników. Poziom wokalny nie był zły, a na scenie zaprezentowały się zarówno osoby lubiane i kojarzone przez większą publiczność (Golec uOrkiestra, Olga Bończyk), jak i mniej znana Kasha Stashka Stasiak. Pooglądałem, wybrałem swoich faworytów, aż w końcu przyszedł czas na wyniki. Miałem stuprocentową pewność, że najlepsze według mnie osoby nie zwyciężą w głosowaniu telewidzów. Tak już jest w naszym kraju, że ludzie nie głosują na tego, kto był najlepszy, lecz na tego, kogo najbardziej lubią/najdłużej znają. W ten sposób wygrał utwór "Młody Maj" zespołu Golec uOrkiestra. "Na szczęście będzie też nagroda radiowej jedynki." - pomyślałem - "Tu raczej wygra ktoś ambitniejszy". I co? I gówno! Kolejna nagroda powędrowała w ręce braci Golców, tak samo zresztą laur przyznawany przez TVP Polonia. Ostatnim trofeum była nagroda czytelników Super Expressu - tu dużego zaskoczenia nie było - znając docelową grupę, do której trafia gazeta, można było przewidzieć, że wygra Honorata Honey Skarbek. Swoją drogą - świetna premiera, skoro piosenka od kilku tygodni wałkowana jest przez większość stacji radiowych w Polsce.

Oglądałem to trochę zdumiony. Nie, żebym miał coś do utworu braci Golców, zresztą to nieszczęsne "Nie powiem jak" Honey też nie jest tak tragiczne, ale cholera jasna, mówimy o festiwalu, który kiedyś wyznaczał trendy w polskiej muzyce i był klasą samą w sobie. Naprawdę nie wiem, jak można porównywać te dwa przyjemne, lecz muzycznie przeciętne utwory, do naprawdę świeżych, innych i ciekawych propozycji, jakie zaserwowały nam Natalia Przybysz i znany z polsatowskiego "Must Be The Music" zespół MoMo, którego utwór "Od dzisiaj" brzmiał według mnie jeszcze lepiej na żywo, niż w wersji studyjnej. Według mnie, to jedyne utwory, które były godne tytułu SuperPremiery, dlatego zachęcam do przesłuchania:


MoMo - "Od Dzisiaj"


Natalia 'Natu' Przybysz - "Niebieski"


Sęk w tym, że oba utwory, zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej, prezentują sobą coś więcej niż lekkie, przyjemne tracki, przy których możemy sprzątać mieszkanie i potupać nóżką, ale chyba od tego mamy festiwale, by właśnie takie, ambitniejsze piosenki ludziom prezentować.

Po SuperPremierach przyszła kolej na SuperDebiuty. Debiutanci mieli w tym roku ułatwione zadanie, gdyż nie musieli prezentować swoich utworów. Z racji jubileuszu mieli oni do dyspozycji cały dorobek muzyczny Maryli Rodowicz, jedynym wyzwaniem było więc przygotowanie mistrzowskiej interpretacji - zachowującej wartość oryginału, a jednocześnie wnoszącej do utworu coś nowego. Z ulgą mogę jednak powiedzieć, że był to koncert zdecydowanie udany. Wokalnie wszyscy dali radę, również interpretacje w większości były dobre. Jedyny negatywny popis dał według mnie Tomasz Korpanty. Bo jak, do cholery, można "Łatwopalnych" - piosenkę traktującą o przemijaniu i śmierci - śpiewać "hopsając" sobie po scenie i z uśmiechem. W widowiskowy sposób spieprzył wspaniałą piosenkę. Pozostałym wykonawcom nie mam nic do zarzucenia, choć od samego początku wiadome było, że wygrana może należeć tylko do jednej osoby. Natalia Sikora - odkrycie i zjawisko tegorocznej edycji "The Voice Of Poland" nie dała szans swoim konkurentom, zarówno jeżeli chodzi o wokal i interpretację, jak i popularność, którą przecież dziewczyna ma bardzo dużą, dlatego podejrzewam, że w głosowaniu sms-owym miała ogromną przewagę. Muszę jednak przyznać, że Marta Podulka wraz ze swoim zespołem niespodziewanie deptała Natalii po piętach - jej wykonanie utworu "Dobranoc, panowie" również oceniłbym bardzo wysoko. Laur przypadł jednak fenomenalnej Sikorze, która zachwyciła swoją interpretacją "Koni":



Drugi dzień festiwalu to rozdanie SuperJedynek - żeby niepotrzebnie nie przeciągać tego tekstu, powiem tylko tyle - do nagrody SuperArtystka nominowanych było pięć osób: fenomenalna Brodka, trzymająca stały, dobry poziom Ania Dąbrowska, kontrowersyjna, lecz świetna Maria Peszek, atakująca z każdego głośnika, śpiewająca typowe pierdółki dla nastolatek Jula i uczestniczka przedostatniej edycji XFactor'a - Ewelina Lisowska. W mojej opinii - trzy artystki, dwie raczkujące wokalistki. Kto przeszedł do ścisłego finału? Oczywiście, Ewelina Lisowska i Jula. Tyle dobrego, że wygrała Lisowska, której piosenki uważam jednak za lepsze od tego, co prezentuje Jula. Ale nazywanie dziewczyny, która debiutancki album wydała około miesiąca wcześniej SuperArtystką roku jest dla mnie gigantyczną przesadą, szczególnie gdy w szranki stanęła z Brodką i Peszek. Jedyna nagroda, w której nominowane były naprawdę same dobre osoby, czyli SuperAlbum (Andrus, Bednarek, Peszek, Dąbrowska, Hey), z przyczyn niezależnych od TVP nie została przyznana. BRAWO!

Jeszcze odrobinka o konkurencyjnych TOPtrendach. Na koncercie TOP występują artyści, którzy sprzedali najwięcej płyt w ubiegłym roku, w tym przypadku nie ma się więc o co czepiać. Co do trendów natomiast, po pierwsze: kto wpuścił tam Karolaka ze swoim zespołem??? Fałsz na fałszu, uciekłem sprzed telewizora, żeby papierosem uspokoić skołatane nerwy i więdnące uszy. Nie wiem, czy organizatorzy myśleli, że nazwisko znanego aktora przyciągnie więcej widzów, czy Karolak zwyczajnie dał komuś w łapę, bo nie wierzę, że dostał się na festiwal dzięki umiejętnościom wokalnym. Zwycięzcą trendów został Sebastian Riedel z zespołem Cree. Ich bluesowy track był dobry, lecz sądzę, że zadziałał sentyment do jego ojca, nieodżałowanego lidera Dżemu. Moi faworyci? Po raz kolejny - Natalia Przybysz (uff, otrzymała nagrodę jury), indie rockowy zespół Uniqplan (niestety, niedoceniony przez nikogo) oraz projekt aktora, Arka Jakubika - Dr Misio, który wydaje się czymś więcej niż typowym dla naszego kraju widzimisię aktora pt. "aaaa, nagram se płytę". Check it:

Uniqplan - "This Makes Sense"


Dr Misio - "Mentolowe Papierosy"



A jaka z tego wszystkiego konkluzja? Że bardzo dużo Polaków do nowej, ambitnej fali muzycznej po prostu nie dojrzało. Wolą kisić się w swojej zaściankowości i słuchać przeciętnych, łatwych, przyjemnych utworów. I dobrze, nie mam nic przeciwko temu. Wkurza mnie tylko to, że festiwale, które powinny promować muzykę ambitną, kompletnie ją olewają, przez co zasługują co najwyżej na miano festynów. Bo jak widać, mamy w Polsce muzyków, którzy potrafią robić coś innego, ciekawego, intrygującego, ambitnego, stojącego na światowym poziomie. Wystarczy wspomnieć wykonawców opisywanych przeze mnie - domowe melodie czy Ifi Ude. Takie osoby jednak występują na prawdziwych polskich festiwalach, tych przez duże "F", jak Open'er, Orange Warsaw Festival czy Coke Live. I tam właśnie zapraszam wielbicieli dobrej muzyki, bo jeżeli wybieracie się do Opola, to zdecydowanie taniej wyjdzie Wam wyjazd na pobliskie dożynki. A odczucia muzyczne będziecie mieli podobne. Na sam koniec jeszcze kilka tegorocznych przykładów na to, że Polacy dobrą muzykę robić potrafią:

Fismoll - "Let's Play Birds"



Fox - "Go Ahead (ft. Paulina Przybysz)"


Catz 'n Dogz - "Starlight (ft. James Yuill)"

wtorek, 18 czerwca 2013

Garrett Kato - Hipster Kids

chillsoundsgoodmusic
Garrett Kato to 23-letni wokalista z Australii. Do tej pory specjalizował się przede wszystkim w tworzeniu folkowych ballad, które znaleźć możemy m.in. na jego albumie "Love. Murder. Songs.". Mnie nie porywają, piszę więc o tym tylko z obowiązku, żeby przybliżyć Wam postać Garrett'a. Pewnego dnia chłopak wpadł jednak na pomysł nagrania utworu zupełnie innego od jego dotychczasowych prac. Efektem tych starań jest "Hipster Kids" - w mojej opinii najlepszy track w jego dorobku.

"Hipster Kids" to utwór, który stylistycznie mógłbym umieścić, korzystając z tracków opisywanych przeze mnie na blogu, gdzieś pomiędzy piosenkami The Neighbourhood a dotychczasowym dorobkiem Sir Sly. Track nagrany jest w domowym studiu Garrett'a i wydany przez The A&R Department. Warto mieć na tego wokalistę oko, o ile tylko pozostanie w stylistyce obranej wraz z "Hipster Kids", czego bardzo bym sobie życzył.



Artysty szukać możecie tu:

wtorek, 11 czerwca 2013

Grouplove - Ways To Go

chillsoundsgoodmusic
Grouplove to jeden z tych bandów, które można kochać albo nienawidzić. Na swoim koncie mają dobrze przyjęty, debiutancki album - "Never Trust A Happy Song", są rozpoznawalni, supportowali Florence + The Machine, nadszedł więc najwyższy czas na kolejny krok w ich karierze.

Wydanie drugiego albumu to dla każdego artysty bardzo ciężka sprawa. Z jednej strony nie można zawieść dotychczas zdobytych fanów, z drugiej natomiast należy wprowadzić w graną przez siebie muzykę odrobinę świeżości, by nie zostać posądzonym o powtarzalność. Członkowie Grouplove czekają więc na ważny sprawdzian, którego pierwszym elementem jest singiel zwiastujący ich drugi longplay. Ten nosi nazwę "Ways To Go" i muszę przyznać, że w mojej opinii Grouplove trafili nim w przysłowiową dziesiątkę. Jeżeli zadaniem drugiego albumu jest przekonanie do siebie nowych słuchaczy, to przyznaję - wcześniej za nimi nie przepadałem, a tym razem mnie kupili. Pozytywny, odrobinę zakręcony track, z wokalem, który czasem wręcz balansuje na skraju akceptowalnej tonacji jest dla mnie przyjemnym zaskoczeniem. Z niecierpliwością czekam więc na drugi longplay Grouplove o nazwie "Spreading Rumours", którego premiera ma odbyć się 17 września.


Do utworu został nakręcony również teledysk:


Zespołu szukajcie tu:

Bijan - Social Graces (ft. Cecily Madanes)

chillsoundsgoodmusic
Hip-hop od dłuższego czasu wkracza na alternatywne ścieżki. Ma to swoich, tęskniących za oldschool'owymi brzmieniami, przeciwników oraz zagorzałych zwolenników. Ja należę do tej drugiej grupy, dlatego cieszy mnie, że natykam się na coraz więcej wartych uwagi produkcji z gatunku indie hip-hopu.

Kolejnym przedstawicielem tego rodzaju muzyki jest nagrywający w Stanach Zjednoczonych Bijan. Zbyt dużo o nim napisać nie można - jak twierdzi na swoim profilu na facebook'u, jego biografia do najdłuższych nie należy. Skończył college, nagrał piosenkę, jego przyjaciele chcieli więcej piosenek, więc nagrywa ich więcej. Jeżeli tylko będą one trzymać poziom "Social Graces", to ja również czekam na kolejne. Utwór jest chillujący, a jednocześnie fajnie "buja", w dodatku pobrać możecie go za darmo.



Bijan'a szukajcie tu:

niedziela, 9 czerwca 2013

domowe melodie

chillsoundsgoodmusic
domowe melodie to projekt, o którym mówią ostatnio wszyscy, wszyscy też ich znają, niedługo zagrają zresztą na Open'erze, nie ma więc sensu, bym pisał o nich również na chillsoundzie... STOP!!! Skoro znają ich wszyscy, to dlaczego połowa moich znajomych w luźnych rozmowach przyznaje się, że o domowych melodiach nawet nie słyszała? Oznacza to więc, że na pewno kilka kolejnych słów o tej grupie nikomu nie zaszkodzi.

domowe melodie to, jak możemy wyczytać na facebook'owym fanpage'u grupy "projekt kilkunastu własnoręcznie nabazgranych i skomponowanych piosenek. W domu. Razem z płaczem, spalonym garnkiem, gorączką i dziurawą skarpetą." Jest to przedsięwzięcie Justyny Chowaniak, która gdzieś na swojej życiowej drodze natknęła się na muzyków - Staszka Czyżewskiego i Kubę Dykierta. Wspólnie zaczęli nagrywać, a wszystko sposobami "domowymi". W domowy sposób nagrywali utwory, teledyski, aż w końcu nagrali płytę.

Czym urzekają nas domowe melodie? Przede wszystkim prawdą i szczerością. Oglądając klipy i słuchając ich utworów automatycznie czujemy sympatię do wszystkich członków zespołu, wierzymy im i "kupujemy ich" w ciemno. Teksty piosenek, choć w większości przesiąknięte poczuciem humoru, nie są wcale banalne i niejednokrotnie dotykają problemów, których większość artystów boi się poruszać. Muzycy są zgrani, a wokal Justyny jest naprawdę dobry i wszechstronny. W dodatku dziewczyna z profilu nieustannie przypomina mi Lady Gagę. I tak wielkiej kariery, jaką osiągnęła Gaga, im życzę. Bo wiem, że wcale nie będą musieli do tego używać sukienki z mięsa - wystarczy im muzyka i autentyczność.

"Grażka"


"Północ"



"Tak Dali"



"Chłopak"



Domowych Melodii szukajcie tu:

sundayclassics #6: Fort Minor - Believe Me

chillsoundsgoodmusic
Wszystko zaczęło się od Linkin Park. Od 2000 roku Chester Bennington wraz ze swoim zespołem zaczął piąć się coraz wyżej w muzycznym show-businessie. Kolejne płyty okazywały się kolejnymi sukcesami, zyskując uznanie zarówno ze strony fanów, jak i muzycznych krytyków. Drugi wokalista zespołu - Mike Shinoda, tęsknił jednak za swoimi hip-hopowymi korzeniami, co doprowadziło do założenia jego własnej kapeli - Fort Minor.

Grupa nagrała tylko jedną płytę - wydany w 2005 roku album "The Rising Tied".  Album promowały cztery wyśmienite tracki - "Petrified", "Remember The Name", "Believe Me" oraz nagrany wspólnie z Holly Brook, dziś znaną szerzej pod pseudonimem Skylar Grey, utwór "Where'd You Go?". Długo zastanawiałem się, który z utworów najbardziej nadaje się do cyklu sundayclassics, wahając się pomiędzy "Remember The Name" a "Believe Me". Wybór padł jednak na drugi z tracków, tylko i wyłącznie dlatego, że mam do niego większy sentyment. "Believe Me" jest bardzo dobrym przykładem na to, jak połączyć hip-hopowe rytmy z delikatnie rockowym brzmieniem i choć całe "The Rising Tied" nie utrzymuje równie wysokiego poziomu, z wielką chęcią posłuchałbym ich kolejnego longplay'a.

Ramel Shakur - L.O.V.E.

chillsoundsgoodmusic
Jeżeli ktoś ma na tyle odwagi, by jako drugi człon swojej scenicznej ksywki przyjąć zwrot "Shakur", powinien dostarczyć sporej dawki oldschool'owych brzmień. Sayquan Mckoy nie chce jednak porównywać się do Tupaca, a jego nickname wynika wyłącznie z chęci dobrania sobie dobrej ksywki. Jego drugie imię, czyli Ramel, w języku arabskim oznacza "syn". W połączeniu z Shakur całość można przetłumaczyć jako "syn wdzięczny Bogu". Dość jednak o nazewnictwie, skupmy się na ważniejszej sprawie, czyli muzyce.

"L.O.V.E." to najnowszy mixtape Ramela. Mylić się jednak będzie ten, kto pomyśli, że będzie to zbiór smętnych utworów o miłości. Akronim ten oznacza tak naprawdę "Legs Open Very Easily", za dużo słodyczy w tekstach więc nie uświadczymy. Jeżeli chodzi o samą warstwę muzyczną, są to w większości dość proste, lecz klimatyczne i trzymające poziom staroszkolne bity. Na ich tle wyróżnia się natomiast flow Shakura, które brzmi bardziej nowocześnie, co jednak wcale nie przeszkadza w odbieraniu całości. Podsumowując - porządna dawka chillującego oldschool'u z odrobiną współczesnego brzmienia. Płycie zarzucić mógłbym jedynie zbyt dużą monotonność. 

Album dostępny jest do pobrania za darmo. Poniżej podrzucam kilka utworów do odsłuchu:

"Two Thangz (ft. Shanice Monee & Niko Da Don)



"The Essentials (ft. Shabazz)"



"Revolution (ft. Niko Da Don)



Ramela szukajcie tu:

sobota, 8 czerwca 2013

Jez Dior - Move On

chillsoundsgoodmusic
Jez Dior pojawił się na chillsoundzie na samym początku jego istnienia, gdy podrzuciłem nieustannie odsłuchiwane przeze mnie utwory "Love Me To Death" i "Candles". Po raz kolejny wspomniałem o nim w marcu, dzięki gościnnemu występowi w tracku mdnt - "Dreamcatcher". Dziś powraca z najnowszą, solową produkcją.

Utwór "Move On" to track niesamowicie odważny. Samplowanie Lany Del Rey - pewnego rodzaju objawienia zeszłego roku, dziewczyny, która fenomenalnie łączy alternatywę z mainstream'em, jest krokiem godnym podziwu. Szczególnie, że Jez zdecydował się na utwór, który nie dość, że jest jednym z lepszych dokonań Lany, to w dodatku nadal jest niesamowicie popularny i puszczany w stacjach radiowych - mowa o "Dark Paradise". Jeżeli dodamy do tego fakt, że w utworze Jez'a odnajdziemy również wstawki dubstepowe, wygląda to jak desperacka próba połączenia wszystkiego, co aktualnie modne w muzyce, głównie młodzieżowej. Na szczęście Jez wychodzi z tej próby zwycięsko - "Move On" to naprawdę kawał solidnej roboty, zarówno od strony produkcji, jak i wokalu - flow Diora idealnie wpasowuje się w mocny podkład, a całość nie sposób ocenić inaczej niż na plus. 

Premiera debiutanckiego albumu Jez'a - "Scarlett Sage" już za cztery dni. Opisywany utwór pobrać możecie za darmo na soundcloudzie Diora. 



Przypominam, że artysty szukać możecie tu:

DeLix - Shock Your Feet

chillsoundsgoodmusic
Zacząłem dziś od funkowych brzmień i przy takich pozostaję, jednak w przeciwieństwie do grupy Confection, której utwory były swoistym wehikułem czasu przenoszącym nas o ponad dwie dekady wstecz, track "Shock Your Feet" takiej mocy nie posiada - i bardzo dobrze, bo też takiego zamiaru nie mieli tworzący go artyści.

Grupa DeLix to trio pochodzące z Manchesteru, w skład którego wchodzą Olivia, Johnny i David. Zdecydowanie warto zwrócić na nich uwagę, takie samo zalecenie ma zresztą stacja BBC6, która umieściła DeLix w zestawieniu "Music's one to watch in 2013". Ich najnowszy singiel "Shock Your Feet" przenosi funkowe klimaty w czasy współczesne, nadając im nowoczesnego brzmienia. Czekam na kolejne produkcje.



DeLix odnajdziecie tu:
facebook
twitter
oficjalna strona

Confection - Let's Fall Back

chillsoundsgoodmusic
Ostatnio na chillsoundzie przeważała przede wszystkim cisza. Spowodowane było to kilkoma czynnikami, wśród których wymienić można moje wrodzone lenistwo, sesyjne zamieszanie na uczelni, problemy z Internetem i sprawy związane z formatowaniem dysku wraz z niespodzianką sprawioną mi przez program antywirusowy (uznanie windowsowych plików za trojana, co doprowadziło do ponownej instalacji systemu tuż po zainstalowaniu go). Na szczęście sesja ukończona jest już w 90 procentach, komputer i Internet wróciły do formy, więc również i chillsoundsgoodmusic powinien odżyć. Stopniowo nowe utwory będą pojawiać się coraz częściej.

Zaczynam od tego, co lubię najbardziej - sporej dawki soczystych utworów w funkowych klimatach. W czasie, gdy wszyscy zachwycają się nowym Daft Punkiem, jest to jak najbardziej uzasadnione, szczególnie, że do "Get Lucky" produkcjom grupy Confection wcale dużo nie brakuje. Z ręką na sercu przyznaję - dopóki nie otrzymałem maila z ich najnowszym singlem, nie wiedziałem nawet o ich istnieniu. Confection to grająca nu-disco grupa z Australii. Pochwalić mogą się dwoma albumami - debiutanckim "Confection" oraz wydanym później "Private Conversations". Na albumach znajdziemy mieszankę tego, co gatunek nu-disco ma do zaoferowania, mi oczywiście najbardziej do gustu przypadły utwory osadzone w klimatach funkowych. Taki jest ich najświeższy singiel "Let's Fall Back", takie są również inne utwory, które podrzucam poniżej:

"Let's Fall Back"



"Perfect Day"



"I'll Be Around"



"This Time (It's Personal)"



Confection szukać możecie tu:

niedziela, 2 czerwca 2013

Inky Jack - Inky Jack EP

chillsoundsgoodmusic
Częstym problemem podczas przesłuchiwania albumów, niezależnie od tego, czy jest to EP-ka, czy longplay, jest ich nierówność. Pomiędzy przeciętnymi utworami znaleźć możemy kilka wyróżniających się perełek, zazwyczaj wybranych na radiowe single. Z radością stwierdzam więc, że EP-ka grupy Inky Jack jest bardzo dobra, a do tego spójna jako całość - i właśnie tak zalecam jej słuchać, od pierwszego do ostatniego tracku.

Członkowie Inky Jack pracowali już wcześniej w przemyśle muzycznym, współpracując z takimi artystami, jak Cash Money czy Diplomats, zdecydowali się jednak przerzucić na nurt niezależny żeby, jak sami twierdzą, uniknąć strzelenia sobie w głowy. Zaczęli więc tworzyć muzykę, która rzeczywiście przynosi im radość i satysfakcję z tego, co robią. Ich EP-ka to połączenie wielu stylów - wybijająca się na pierwszy plan elektronika łączy się z rockowymi rytmami, głos wokalisty brnie natomiast od klimatów soulowych po dobry, ambitny pop. Jest to świeże, jest fajne, jest chwytliwe i jest bardzo dobre (no dobra - utworu "Let It Go" słucham trochę rzadziej niż reszty, ale to tylko kwestia gustu). EP-ka będzie miała swą premierę 8-go czerwca, Wy możecie posłuchać jej już dziś.


Inky Jack odnajdziecie tu: