środa, 19 czerwca 2013

(O)Polskie festiwale

chillsoundsgoodmusic
Tym razem wpis będzie trochę inny niż to, do czego Was na chillsoundzie przyzwyczaiłem. Stwierdziłem jednak, że od czasu do czasu powinienem również wylać tu swe żale i podzielić się z Wami różnymi opiniami na okołomuzyczne tematy, a odrobina publicystyki zawsze się przyda.

Jesteśmy świeżo po dwóch, dość ważnych dla polskiej kultury muzycznej festiwalach - mowa o sopockich TOPtrendach i zdecydowanie mi bliższym, bo odbywającym się w Opolu, Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej. Jako, że w Opolu żyję i studiuję, skupię się przede wszystkim na tym drugim. Od dawna wiadome było, że tegoroczna edycja będzie wydarzeniem ważnym - festiwal obchodził w końcu swój jubileusz - w tym roku odbył się po raz 50. Z tej okazji powróciła trzydniowa formuła festiwalu, a spora jego część poświęcona była wspominkom z dawnych lat i gwiazdom, które m.in. właśnie opolski festiwal wypromował.

Nie mogę przyczepić się do trzeciego dnia festiwalu, podczas którego odbyła się gala jubileuszowa. Koncert ten był dokładnie taki, jaki miał być - na scenie wystąpiły prawdziwe ikony polskiej muzyki, takie jak Irena Santor, Krystyna Prońko, Alicja Majewska, Stan Borys czy Małgorzata Ostrowska. I choć wepchnięcie pomiędzy takie osobowości zespołu Feel uważam za lekki zgrzyt, całość oceniam zdecydowanie na plus.

Człowiek jednak z natury czepiać się lubi, dlatego zdecydowanie więcej miejsca poświęcę na koncert otwierający festiwal, czyli SuperPremiery. Na pierwszy ogień poszła znana z biograficznego serialu o Annie German Joanna Moro, która w widowiskowy wręcz sposób okaleczyła piosenkę legendy, w którą się wcielała. Moro niemiłosiernie fałszując, wykonała utwór "Człowieczy los". Wyśpiewała go tak źle, że sama wiedząc, iż coś poszło nie tak, przeprosiła zebraną w amfiteatrze i przed telewizorami publiczność. Ciężko jednak wymagać od aktorki idealnego występu wokalnego, na karę ciężkiej chłosty skazałbym natomiast osobę odpowiedzialną za pomysł, że festiwal otwierać będzie osoba, która nie dość, że nie ma zawodowego doświadczenia muzycznego, to jeszcze w zasadzie na scenie muzycznej debiutuje. No ale cóż, pierwsza porażka zaliczona, oglądamy dalej.

W koncercie SuperPremier udział wzięło dziesięcioro uczestników. Poziom wokalny nie był zły, a na scenie zaprezentowały się zarówno osoby lubiane i kojarzone przez większą publiczność (Golec uOrkiestra, Olga Bończyk), jak i mniej znana Kasha Stashka Stasiak. Pooglądałem, wybrałem swoich faworytów, aż w końcu przyszedł czas na wyniki. Miałem stuprocentową pewność, że najlepsze według mnie osoby nie zwyciężą w głosowaniu telewidzów. Tak już jest w naszym kraju, że ludzie nie głosują na tego, kto był najlepszy, lecz na tego, kogo najbardziej lubią/najdłużej znają. W ten sposób wygrał utwór "Młody Maj" zespołu Golec uOrkiestra. "Na szczęście będzie też nagroda radiowej jedynki." - pomyślałem - "Tu raczej wygra ktoś ambitniejszy". I co? I gówno! Kolejna nagroda powędrowała w ręce braci Golców, tak samo zresztą laur przyznawany przez TVP Polonia. Ostatnim trofeum była nagroda czytelników Super Expressu - tu dużego zaskoczenia nie było - znając docelową grupę, do której trafia gazeta, można było przewidzieć, że wygra Honorata Honey Skarbek. Swoją drogą - świetna premiera, skoro piosenka od kilku tygodni wałkowana jest przez większość stacji radiowych w Polsce.

Oglądałem to trochę zdumiony. Nie, żebym miał coś do utworu braci Golców, zresztą to nieszczęsne "Nie powiem jak" Honey też nie jest tak tragiczne, ale cholera jasna, mówimy o festiwalu, który kiedyś wyznaczał trendy w polskiej muzyce i był klasą samą w sobie. Naprawdę nie wiem, jak można porównywać te dwa przyjemne, lecz muzycznie przeciętne utwory, do naprawdę świeżych, innych i ciekawych propozycji, jakie zaserwowały nam Natalia Przybysz i znany z polsatowskiego "Must Be The Music" zespół MoMo, którego utwór "Od dzisiaj" brzmiał według mnie jeszcze lepiej na żywo, niż w wersji studyjnej. Według mnie, to jedyne utwory, które były godne tytułu SuperPremiery, dlatego zachęcam do przesłuchania:


MoMo - "Od Dzisiaj"


Natalia 'Natu' Przybysz - "Niebieski"


Sęk w tym, że oba utwory, zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej, prezentują sobą coś więcej niż lekkie, przyjemne tracki, przy których możemy sprzątać mieszkanie i potupać nóżką, ale chyba od tego mamy festiwale, by właśnie takie, ambitniejsze piosenki ludziom prezentować.

Po SuperPremierach przyszła kolej na SuperDebiuty. Debiutanci mieli w tym roku ułatwione zadanie, gdyż nie musieli prezentować swoich utworów. Z racji jubileuszu mieli oni do dyspozycji cały dorobek muzyczny Maryli Rodowicz, jedynym wyzwaniem było więc przygotowanie mistrzowskiej interpretacji - zachowującej wartość oryginału, a jednocześnie wnoszącej do utworu coś nowego. Z ulgą mogę jednak powiedzieć, że był to koncert zdecydowanie udany. Wokalnie wszyscy dali radę, również interpretacje w większości były dobre. Jedyny negatywny popis dał według mnie Tomasz Korpanty. Bo jak, do cholery, można "Łatwopalnych" - piosenkę traktującą o przemijaniu i śmierci - śpiewać "hopsając" sobie po scenie i z uśmiechem. W widowiskowy sposób spieprzył wspaniałą piosenkę. Pozostałym wykonawcom nie mam nic do zarzucenia, choć od samego początku wiadome było, że wygrana może należeć tylko do jednej osoby. Natalia Sikora - odkrycie i zjawisko tegorocznej edycji "The Voice Of Poland" nie dała szans swoim konkurentom, zarówno jeżeli chodzi o wokal i interpretację, jak i popularność, którą przecież dziewczyna ma bardzo dużą, dlatego podejrzewam, że w głosowaniu sms-owym miała ogromną przewagę. Muszę jednak przyznać, że Marta Podulka wraz ze swoim zespołem niespodziewanie deptała Natalii po piętach - jej wykonanie utworu "Dobranoc, panowie" również oceniłbym bardzo wysoko. Laur przypadł jednak fenomenalnej Sikorze, która zachwyciła swoją interpretacją "Koni":



Drugi dzień festiwalu to rozdanie SuperJedynek - żeby niepotrzebnie nie przeciągać tego tekstu, powiem tylko tyle - do nagrody SuperArtystka nominowanych było pięć osób: fenomenalna Brodka, trzymająca stały, dobry poziom Ania Dąbrowska, kontrowersyjna, lecz świetna Maria Peszek, atakująca z każdego głośnika, śpiewająca typowe pierdółki dla nastolatek Jula i uczestniczka przedostatniej edycji XFactor'a - Ewelina Lisowska. W mojej opinii - trzy artystki, dwie raczkujące wokalistki. Kto przeszedł do ścisłego finału? Oczywiście, Ewelina Lisowska i Jula. Tyle dobrego, że wygrała Lisowska, której piosenki uważam jednak za lepsze od tego, co prezentuje Jula. Ale nazywanie dziewczyny, która debiutancki album wydała około miesiąca wcześniej SuperArtystką roku jest dla mnie gigantyczną przesadą, szczególnie gdy w szranki stanęła z Brodką i Peszek. Jedyna nagroda, w której nominowane były naprawdę same dobre osoby, czyli SuperAlbum (Andrus, Bednarek, Peszek, Dąbrowska, Hey), z przyczyn niezależnych od TVP nie została przyznana. BRAWO!

Jeszcze odrobinka o konkurencyjnych TOPtrendach. Na koncercie TOP występują artyści, którzy sprzedali najwięcej płyt w ubiegłym roku, w tym przypadku nie ma się więc o co czepiać. Co do trendów natomiast, po pierwsze: kto wpuścił tam Karolaka ze swoim zespołem??? Fałsz na fałszu, uciekłem sprzed telewizora, żeby papierosem uspokoić skołatane nerwy i więdnące uszy. Nie wiem, czy organizatorzy myśleli, że nazwisko znanego aktora przyciągnie więcej widzów, czy Karolak zwyczajnie dał komuś w łapę, bo nie wierzę, że dostał się na festiwal dzięki umiejętnościom wokalnym. Zwycięzcą trendów został Sebastian Riedel z zespołem Cree. Ich bluesowy track był dobry, lecz sądzę, że zadziałał sentyment do jego ojca, nieodżałowanego lidera Dżemu. Moi faworyci? Po raz kolejny - Natalia Przybysz (uff, otrzymała nagrodę jury), indie rockowy zespół Uniqplan (niestety, niedoceniony przez nikogo) oraz projekt aktora, Arka Jakubika - Dr Misio, który wydaje się czymś więcej niż typowym dla naszego kraju widzimisię aktora pt. "aaaa, nagram se płytę". Check it:

Uniqplan - "This Makes Sense"


Dr Misio - "Mentolowe Papierosy"



A jaka z tego wszystkiego konkluzja? Że bardzo dużo Polaków do nowej, ambitnej fali muzycznej po prostu nie dojrzało. Wolą kisić się w swojej zaściankowości i słuchać przeciętnych, łatwych, przyjemnych utworów. I dobrze, nie mam nic przeciwko temu. Wkurza mnie tylko to, że festiwale, które powinny promować muzykę ambitną, kompletnie ją olewają, przez co zasługują co najwyżej na miano festynów. Bo jak widać, mamy w Polsce muzyków, którzy potrafią robić coś innego, ciekawego, intrygującego, ambitnego, stojącego na światowym poziomie. Wystarczy wspomnieć wykonawców opisywanych przeze mnie - domowe melodie czy Ifi Ude. Takie osoby jednak występują na prawdziwych polskich festiwalach, tych przez duże "F", jak Open'er, Orange Warsaw Festival czy Coke Live. I tam właśnie zapraszam wielbicieli dobrej muzyki, bo jeżeli wybieracie się do Opola, to zdecydowanie taniej wyjdzie Wam wyjazd na pobliskie dożynki. A odczucia muzyczne będziecie mieli podobne. Na sam koniec jeszcze kilka tegorocznych przykładów na to, że Polacy dobrą muzykę robić potrafią:

Fismoll - "Let's Play Birds"



Fox - "Go Ahead (ft. Paulina Przybysz)"


Catz 'n Dogz - "Starlight (ft. James Yuill)"

4 komentarze:

  1. Słaby artykuł, nie chce sie czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam pierwszego hejtera, jest spoko :D

      Usuń
  2. Faktycznie, Joanna Moro nie powinna już nigdy więcej śpiewać i jeżeli już jest na scenie, to niech to będą deski teatralne, ponieważ jest świetną aktorką ;)
    Natalia Sikora występem w SuperDebiutach wymiotła całą konkurencję. Jest niesamowicie utalentowana, a jej głos nie do podbicia. Co prawda, piosenka, którą wykonała, kompletnie nie przypadła mi do gustu ale i tak pokazała ogromną klasę.
    Jeżeli chodzi o SuperJedynki, to nie zgodzę się z Twoim oburzeniem . Zarówno Brodka, jak i Dąbrowska (które oczywiście są niezaprzeczalnie bardziej uzdolnione od Juli i Eweliny) już miały w swojej karierze muzycznej czas, na szczytową popularność, a ich piosenki szczyty na listach przebojów. Uważam, że warto postawić na coś innego, świeżego. Podkreślam, że to publiczność wybrała właśnie je, więc żal możemy mieć jedynie do ludzi.
    Co do Juli, to może faktycznie nie tworzy muzyki ambitnej (typowy pop podpasowany pod publikę), może faktycznie jej piosenki to 'pierdółki dla nastolatek', ale warto zwrócić uwagę na to, że jest to dziewczyna, która jako jedna z niewielu w tym całym szołbizie, umie być sobą, jest skromna i nie wywołuje żadnych kontrowersji, jest szczera w tym co robi, przekazując jedynie swoją muzykę. Zauważ, że nie przeczytasz o niej na zadym portalu plotkarskim.

    Fajnie, że napisałeś o czymś, na temat czego mogę się jakoś wypowiedzieć, ponieważ niestety, nie znam praktycznie żadnych zespołów i wokalistów/ek, na temat których zwykłeś dodawać posty :O

    P.S Tak z ciekawości, co studiujesz? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Juli zgadzam się z tym, że faktycznie nie popadła w przesadny "celebrytyzm". I niech występuje na takich festiwalach - chodzi mi bardziej o to, że przydałby się też koncert dla ludzi, którzy chcieliby posłuchać czegoś ambitniejszego i promującego niekoniecznie znanych i granych w radiu, ale wartych uwagi artystów. Może w ten sposób doprowadzono by do tego, że w stacjach radiowych grano by taką muzykę, na zasadzie "w Opolu byli, puścimy ich w eter". Choćby w formie jednego, 2-godzinnego koncertu, reszta może należeć do Golców i Juli. Irytuje mnie to, że żyjąc w mieście, które ma okazję organizować jeden z najważniejszych festiwali w kraju, nie mam nawet ochoty zastanowić się, czy wydawać pieniądze na bilet.

      A studiuję ekonomię menedżerską - I rok magisterki ;)

      Usuń